Po dość sennym spotkaniu zespół z Wrocławia zremisował na wyjeździe z Piastem Gliwice 1:1. Obie drużyny najlepsze sytuację stwarzały sobie po stałych fragmentach gry. Jednak gole padły dopiero w samej końcówce meczu.

Niestety spotkanie rozgrywane w Gliwicach długi czas nie zachwycało. Sytuacje, o których warto wspomnieć w pierwszej połowie w większości miały miejsce po stałych fragmentach gry. W 26. minucie dobry strzał po rzucie rożnym i zgraniu Kokoszki oddał Dvali, jednak Szmatuła poradził sobie z uderzeniem Gruzina. Na słowa pochwały zasłużył jeszcze Piotr Celeban, po którego strzale głową z 36. minuty piłka minimalnie minęła słupek. Niewiele brakowało a Śląsk przegrywałby po samobójczym trafieniu Mariusza Pawelca. Na szczęście piłka trafiła tylko w poprzeczkę.

W drugiej połowie przez długi czas na boisku brakowało emocji.  Zespoły na zmianę traciły piłkę, a z prób konstruowania groźnych akcji niewiele wynikało.Wszystko zmieniło się w końcówce spotkania. W 88. minucie wbiegający w pole karne Biliński został popchnięty przez jednego z zawodników Piasta. Sędzia podyktował rzut karny, choć niektórzy uważali, że do faulu doszło poza polem karnym.  Jedenastkę wykorzystał sam poszkodowany, dając upragnione prowadzenie wrocławianom. W tym momencie część kibiców gospodarzy zaczęła opuszczać stadion. Kiedy wydawało się, że 3 punkty pojadą do Wrocławia, w doliczonym czasie gry gola głową zdobył Hebert.