Wczoraj w Niecieczy (Sandecja do czasu przebudowy własnego stadionu rozgrywa mecze w roli gospodarza właśnie w tej miejscowości) oglądano kolejne efektowne spotkanie z udziałem piłkarzy z Wrocławia. Śląsk jednak znów nie potrafił wygrać na wyjeździe.

Od lipca drużyna Jana Urbana pozostaje niepokonana w Ekstraklasie. Kolejny cenny punkt do swojego dorobku zielono-biało-czerwoni dołożyli po meczu z Sandecją. Kibice wrocławian mogą czuć jednak pewien niedosyt, ponieważ Śląsk miał kilka dobrych okazji, aby wywieźć z Niecieczy komplet punktów.

Wczorajsze spotkanie to w dużej mierze popis bramkarzy obu drużyn. Gdyby nie ich fenomenalne interwencje, po 3 minutach gry na tablicy wyników mogło być już 1:1. Najpierw zaatakował Śląsk, lecz groźny strzał Picha odbił Gliwa. Po chwili odpowiedzieli gospodarze, na posterunku był jednak Wrąbel. W kolejnych minutach meczu podopieczni Jana Urbana zaczęli budować swoją przewagę. W 32. minucie genialnym prostopadłym podaniem popisał się Sito Riera. Futbolówka znalazła się przy nodze Marcina Robaka, który po małym rajdzie oddał strzał i umieścił ją tuż przy słupku bramki gospodarzy. Sandecja wyrównała w 43. minucie. Vacek stracił piłkę w środku pola, co pozwoliło dotrzeć przeciwnikom Śląska w okolice pola karnego. Do zagranej przez kolegę futbolówki dotarł Kolev i uderzeniem z ostrego kąta nie dał szans Wrąblowi.

W drugiej połowie znów nieco lepiej prezentowali się goście z Dolnego Śląska. Najlepszą okazją do podwyższenia wyniku wrocławianie mieli w 62. minucie. Najpierw Gliwa obronił strzał Robaka, by po chwili instynktownie zablokować ręką świetne uderzenie Picha. Wydaje się, że bramkarz Sandecji uratował w tej sytuacji remis dla swojego klubu.

Mecz zakończył się rezultatem 1:1.

Śląsk jest obecnie na 5. miejscu w tabeli, jednak swoje spotkania w tej kolejce do rozegrania mają jeszcze m. in. będące blisko wrocławian Legia Warszawa i Wisła Kraków. 

Następny pojedynek ekipa Jana Urbana stoczy właśnie z Białą Gwiazdą.