We wrocławskim więzieniu przy ul. Kleczkowskiej skazani za zgodą strażnika mogli "wynająć" osadzone w tym więzieniu kobiety na seks. Dziś ruszył proces czterech pracowników służby więziennej i trójki byłych więźniów. Łącznie zarzucono im 28 czynów.

Proces rozpoczął się dzisiaj. Przed sądem rejonowym stanęli m.in. więzienny strażnik Artur K. Prokuratura postawiła mu kilkanaście zarzutów i domaga się dla niego 10 lat pozbawienia wolności. Strażnik jest również oskarżony o zlecenie pobicia więźnia. Prokuratura sugeruje, że zrobił to dlatego, że ten miał pisać na niego skargi. Artur K. nie przyznaje się do zarzutów prokuratury.

Strażnicy mieli nie tylko umożliwiać skazanym seks z więźniarkami z oddziału kobiecego, ale też kupowanie od strażników alkoholu, narkotyków czy telefonów komórkowych. Za odpowiednią kwotę funkcjonariusze mieli też wystawiać więźniom pozytywne opinie potrzebne do przedterminowego zwolnienia. Za taką opinię żądano  nawet 15 tys. zł.

Na rozprawie pojawił się także strażnik więzienny, który przyszedł wspierać swoich kolegów. Zarzuca on prokuratorowi, że śledztwo było prowadzone niestarannie.

Oskarżonym grozi od trzech do dziesięciu lat więzienia. Część z nich nie przyznaje się do winy i odmawia składania wyjaśnień. Najwięcej zarzutów, kilkanaście, usłyszał Artur K.