Mężczyzna, który w ubiegły czwartek podłożył bombę w autobusie linii 145 trafił w ręce policji. Według portalu GazetaWroclawska.pl zamachowiec sam przyznał się do winy. Przestępca został uchwycony podczas obławy policyjnej przed godziną 15 na osiedlu Lokum di Trevi przy skrzyżowaniu ulic Klimasa i Tarnogajskiej we Wrocławiu.

Miejsce, w którym go zatrzymano znajduje się parę metrów od czwartkowego przystanku, na którym wsiadał z materiałem wybuchowym domowej roboty do autobusu linii 145.

Obecnie budynek został otoczony przez policję, a na miejscu pracują również antyterroryści. W okolicach ulic Klimasa od skrzyżowania z Tarnogajską mogą występować utrudnienia w ruchu, ponieważ droga została tam tymczasowo zamknięta. Do budynku znajdującego się przy ulicy Klimasa 39 nie są wpuszczani ludzie, a na klatce schodowej widać było antyterrorystów.

Z podawanych przez inne media informacji wynika, że zamachowiec został zatrzymany przez policję przed godziną 15 i od razu przyznał się do popełnionego przestępstwa oraz nie stawiał żadnego oporu podczas zatrzymania.

Jak na razie jeszcze nie wiadomo jest, czy to akurat ten mężczyzna, który w czwartek w godzinach porannych dzwonił pod numer 112 i domagał się okupu w postaci 30 kg złota, a w przypadku nie spełnienia żądań groził wybuchami bomb w mieście. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

Mieszkanie mężczyzny jest teraz przeszukiwane przez policję, która szuka dowodów na to, czy bomba znaleziona w autobusie została skonstruowana samodzielnie przez zatrzymaną osobę. Na miejscu pracują również pirotechnicy.

Na ulicach Tarnogajskiej, Klimasa, Gazowej i Pięknej został wyłączony prąd z powodu prowadzonej przez policję obławy. Policja oficjalnie potwierdziła informacje o zatrzymaniu zamachowca i jego przyznaniu się do winy, lecz ze strony prokuratury brak jeszcze oficjalnego potwierdzenia.

"Trwają intensywne czynności w tej sprawie. W tym na ulicy Klimasa" - tłumaczy jeden z prokuratorów.

Według relacji mieszkańców, policja już parę dni temu odwiedzała ich mieszkania i pokazywała portret pamięciowy poszukiwanej osoby oraz zdjęcia z monitoringu autobusu.  O poszukiwaniach policji opowiadali pracownicy pobliskich przedsiębiorstw i sklepów.

"Specjalnie razem z pracownikiem sprawdzaliśmy monitoring naszego sklepu"– powiedział sprzedawca. 

Nieopodal przystanku znajduje się również sklep ze śrubami i nakrętkami, dlatego też policjanci byli również w tym sklepie i pokazywali nakrętki - prawdopodobnie z ładunku znalezionego w autobusie, ale według tłumaczeń sprzedawcy u nich w sklepie brak tego typu asortymentu. Wszystko wynika na to, że zamachowiec zaopatrywał się w całkiem innym sklepie.