Zmiana trenera niewiele pomogła piłkarskiemu Śląskowi. Wiosną pod wodzą Tadeusza Pawłowskiego wrocławianie jedynie przegrywają bądź remisują.

Zielono-biało-czerwoni nie wygrali meczu w Ekstraklasie od grudnia zeszłego roku, kiedy to byli w stanie wyjść z tarczą z pojedynku z obecnym liderem rozgrywek - Jagiellonią. Od tego czasu, nie licząc meczów sparingowych, Śląsk zanotował 3 remisy i 4 porażki. Przy tak słabym bilansie ostatnich spotkań 11. miejsce w tabeli jest i tak pozytywnym zaskoczeniem. Jednak resztki optymizmu powinny opuścić fanów klubu z Oporowskiej, kiedy uświadomią sobie, że cała pomoc finansowa ze strony miasta po raz kolejny nie przyniosła oczekiwanych efektów. 

5 punktów nad strefą spadkową - tak w tej chwili wygląda sytuacja wrocławian. Szkoda, że kolejny sezon z rzędu ekipa ze stolicy Dolnego Śląska zamiast walczyć o grę w Europie, będzie musiała postarać się o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywek piłkarskich w naszym kraju. Sytuacja ta boli zwłaszcza, że po przedsezonowej ofensywie transferowej można było mieć nadzieję na pozytywne zmiany. Przez moment (na przełomie sierpnia i września) wydawało się nawet, że wrocławska piłkarska maszyna zaczęła funkcjonować we właściwy sposób. Niestety obecna dyspozycja Robaka, Picha, czy obrońców pozostawia wiele do życzenia. W miniony weekend drużyna trenera Pawłowskiego zremisowała 1:1 z Wisłą Płock. Być może ktoś powie, że to niezły wynik. Sądzę jednak, że kibice mają już dość gubienia punktów na własnym stadionie i pojedynków, na które niekiedy aż ciężko patrzeć.

Obserwując obecne realia, pozostaje nam tylko wierzyć, że po raz kolejny piłkarze klubu ze stolicy Dolnego Śląska nie dadzą się "zatopić" i w kolejnym sezonie pokażą, na co naprawdę ich stać.