W meczu kończącym 6. kolejkę Ekstraklasy Śląsk zremisował z Zagłębiem Sosnowiec 3:3. To już czwarty remis klubu z Wrocławia w tym sezonie.

Spotkanie w Sosnowcu naprawdę mogło się podobać. Śląsk rozpoczął je z wielkim animuszem, który zaprocentował już w 11. minucie. Przepiękna akcja ekipy trenera Pawłowskiego musiała wprawić w zdumienie wszystkich fanów naszej ligi. Akcję z cyklu "stadiony świata" wykończył Robak i było 1:0. Również druga bramka w meczu mogła zrobić spore wrażenie na obserwatorach wczorajszego spotkania. Wrocławianie świetnie ruszyli prawą stroną boiska, piłka trafiła w pole karne, a tam popisowo zachował się Farshad. Śląsk prowadził 2:0 i niestety to uśpiło czujność Celebana i spółki.

Choć do przerwy wynik się nie zmienił (m. in. dzięki doskonałej interwencji Słowika z 28. minuty), po zmianie stron doszło do prawdziwej katastrofy. Gospodarze wyraźnie odmienieni ruszyli do ataków, które przyniosły piorunujący skutek. W 15 minut Zagłębie odrobiło straty i bez oporów zaczęło walczyć o trzy punkty. Jak na złość, w 61. minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Augusto i podopieczni trenera Pawłowskiego byli skazani na kończenie meczu w dziesiątkę. Niecałe 4 minuty po wspomnianym zdarzeniu Śląsk stracił trzeciego gola. Chwilę później mogło być już 2:4, ale w poprzeczkę trafił Pawłowski.

Los uśmiechnął się do wrocławian w 87. minucie kiedy ręką w polu karnym zagrał jeden z piłkarzy Zagłębia. Sędzia po analizie nagrania wideo wskazał na wapno. Z 11 metrów pewnie uderzył Robak i mieliśmy remis. Tuż przed końcem spotkania Śląsk mógł zdobyć czwartego gola. Futbolówka uderzona przez Radeckiego wylądowała jednak tylko na słupku.

Zielono-biało-czerwoni po 6. kolejkach mają na swoim koncie 6 punktów, co na ten moment pozwala im zajmować 10. miejsce w tabeli Ekstraklasy.